logo
O inicjatywie

Historia Vytautasa (47)

Vytautas, były urzędnik służby cywilnej. Obecnie pracuje w sektorze pozarządowym.

 

Ponad rok po próbie samobójczej w końcu zacząłem spisywać to, co się wydarzyło.
Mimo że zawsze potrafiłem mówić o tym otwarcie, uświadomiłem sobie, że tym razem nie mogłem. Ciężko było pisać o wszystkim bez bólu serca i małych ataków paniki, wiązało się to z dużym napięciem, co znaczyło, że widocznie jeszcze się z tym nie uporałem. Chciałem pewnego dnia umieć mówić o tym publicznie, miał to być mój następny krok, być na tyle silnym, by podzielić się swoją historią.
Część była znana moim dwóm psychoterapeutom, do których chodziłem, ale nikt nie znał wszystkiego.
Ta data jest w mojej pamięci ważniejsza niż data moich urodzin. Dostaję dreszczy na samą myśl, że mogłoby się to znów przytrafić, mimo że teraz, dwa lata później, już jest po wszystkim, aż trudno mi uwierzyć, dwa lata po wszystkim, że można być tak zadowolonym ze swojego życia, jak jestem teraz, ale myśl o tamtym wieczorze ciągle mnie przeraża.
Kiedy opowiadam swoją historię tym, którym może się ona najbardziej przydać, choć nie jest to coś, co się opowiada w windzie w drodze na trzecie piętro.
Byłem w związku z kobietą, po 7 latach się rozstaliśmy i zostaliśmy przyjaciółmi na kolejny rok, aż do tego wieczoru, w który okazało się, że ona jest z innym mężczyzną. Wtedy uświadomiłem sobie, że to koniec.
Ten wieczór całkowicie mnie załamał. Znalazłem się z nią i z nim w jednym pokoju, nie potrafiłem wyjść. Nie wiedziałem, że tam będzie i kiedy ten facet wszedł do pokoju, stało się pewne, że ona ma już innego mężczyznę. Musiałem zostać z nimi przez około 20 minut i kiedy już udało mi się stamtąd wydostać, poszedłem do domu i próbowałem ze sobą skończyć.

 

Nie czułem się bezpiecznie tam, gdzie powinienem się czuć bezpiecznie

 

Moja matka była bardzo nerwową osobą, ojciec zostawił nas, kiedy miałem 10 lat, więc wychowywała mnie kobieta, która cały czas krzyczała. Nigdy nie czułem się bezpiecznie. Dorastałem, zastanawiając się, jak to jest, że inni czują się tacy szczęśliwi, jakie to uczucie?
Starałem się nie mieć kontaktu z osobami, które kochały swoich rodziców, ponieważ bałem się pytań i podejrzeń w swojej głowie, jak np: „Kim ty jesteś?”, byłem zazdrosny i jednocześnie pytałem się w duchu: „Kim ty do diabła jesteś? To znaczy, że można być szczęśliwym, a ja jestem jedynym, który nie jest?”
Całe życie zadawałem sobie to samo pytanie ˗ dlaczego nie jestem szczęśliwy. Podczas ostatniego półtora roku terapii uświadomiłem sobie, że miałem nadzieję, że to inni sprawią, że będę szczęśliwy, szczególnie kobiety. Ludzie myślą: „Potrzebuję kogoś, kto uczyni mnie szczęśliwym”, ale rzadko rozumieją, że tak naprawdę źródłem szczęścia nie jest druga osoba. Jak większość ludzi, dorastałem, nie wiedząc, że nad szczęściem trzeba pracować samemu.
Pamiętam, jak kilka miesięcy temu siedziałem na kanapie i myślałem: „Chcę być szczęśliwy”, „być..” „Być” to czasownik, czynność, muszę więc zrobić coś, co sprawi, że będę szczęśliwy. I robiłem to, posłuchałem terapeuty ˗ ćwiczyłem, spałem i zdrowo się odżywiałem. Na początku nie zdawałem sobie sprawy z tego, że już zawsze będę musiał tak robić. Nie wystarczy tylko być szczęśliwym, muszę odnaleźć coś, co sprawi, że będę szczęśliwy i pracować nad tym szczęściem.
To wydaje się takie proste! Nie wiem, dlaczego nie uczą nas tego w szkołach. Dlaczego nie mówi się dzieciom, że aby być szczęśliwym, trzeba nad tym pracować.

 

I to pomogło

 

Pomogła mi też grupa anonimowych alkoholików. Nigdy nie miałem problemów z alkoholem ani z narkotykami. Poszedłem na spotkanie, bo zrozumiałem, że muszę tam pójść. Mój terpaeuta mówił o uzależnieniu, mimo że nie brałem narkotyków i nie piłem. Rozmawialiśmy o uzależnieniu emocjonalnym. Przemyślałem to sobie i poszedłem na spotkanie AA.
Było tam wiele osób, które mówiły o tym, co robiły, by czuć szczęście i uniknąć prawdziwych problemów. Mnie pomogło zamienienie słowa „alkohol” na „depresja”. Nigdy nie spotkałem ludzi, którzy mieliby tyle empatii i umiejętności wybaczania. To było niesamowite. Później dowiedziałem się o etapach terapii. ”Zastosuję te metody, zamienię słowo „alkohol” na „depresja”.
Dla mnie była to sprawa życia i śmierci. Wiedziałem, że jeśli chcę przeżyć kolejny rok, muszę znaleźć coś, co będę robił, fizycznie. Poszedłem na spotkanie grupy AA, gdyż wiedziałem, że ponieważ wszystko jest w głowie, myślenie rzadko pomaga. Zacząłem więc stosować metody AA, a to znaczyło, że muszę coś robić: mówić, pisać, być aktywnym.
Myśli samobójcze nie opuszczały mnie, ale nie chciałem się poddawać, nie robiąc wszystkiego, co możliwe. Myślałem sobie: „Odpuszczę, ale dopiero wtedy, kiedy coś zrobię”. Moja metoda okazała się skuteczna. Nie obchodziło mnie, co myśleli inni, ważne było dla mnie, by nie posypać się psychicznie. AA pomogło mi bardziej, niż się spodziewałem.
Nie jest to typowe, że się idzie na spotkanie anonimowych alkoholików i przyjmuje się terapię 12 kroków, kiedy nie jest się uzależnionym od alkoholu albo narkotyków. Na spotkaniach nie odzywam się, trochę dziwnie się do tego przyzwyczaić w moim wieku, ale to pomaga.
Podczas półtorarocznej terapii, kiedy próbowałem wrócić do formy myślałem: „Może będę żyć, a może nie”. Nic się nie zmieniło, dopóki nie zacząłem opowiadać o próbie samobójczej, wtedy uświadomiłem sobie, że mam po co żyć.
Mówię to jak ojciec - myśl, że mój syn miałby nie mieć ojca, nie przekonywała mnie wystarczająco. To jest okropne uczucie, jeśli jesteś ojcem, dlatego irytuje mnie, kiedy ludzie mówią, że samobójstwo to tchórzostwo i egoizm. Przede wszystkim, nie jest łatwo popełnić samobójstwo, to długi proces - najpierw trzeba obmyślić plan i zwizualizować sobie wszystkie etapy po kolei, aż do końca. Nikt nie robi tego z lenistwa, to poważny krok.
Znajomy opowiedział mi kiedyś o swojej próbie samobójczej, twierdząc, że był okropnym egoistą. Zdenerwował mnie tym. Powiedział tak tylko dlatego że takie jest wyobrażenie społeczeństwa o samobójcach. Chciałem mu powiedzieć: ”Ok, było ci bardzo źle, chciałeś to po prostu zakończyć. Nie byłeś samolubny, po prostu chciałeś się o siebie zatroszczyć w taki sposób, jaki wtedy przyszedł ci do głowy.”
Wiem, że pomaga mówienie o tym, nie wiem tylko, jak długo będę musiał o tym mówić. Wiem, że chcę o tym mówić, jeśli to pomaga innym. Chcę, by wiedzieli, że nawet kiedy stoją w kolejce w sklepie czy w banku, obok może stać ktoś, kto czuje się tak samo. Chcę, by wiedzieli, że nie są sami, ale wiem, że ludzie będą myśleli, że robię to tylko dla zwrócenia uwagi na siebie.

 

Nigdy nie sądziłem, że będę szczęśliwy, będąc sam

 

Nie wiedziałem, że w połowie leczenia następny etap nastąpi tuż po wejściu w nowy związek. Nie wiedziałem, jaka będzie moja reakcja, gdybym po raz kolejny doznał zawodu miłosnego. Oczywiście teraz jest dużo lepiej, mam więcej doświadczenia i jestem silniejszy.
Kiedy jestem w relacji czuję się, jakbyśmy oboje z partnerką byli na pokładzie tego samego samolotu. Kiedy przychodzi rozstanie, samolot nagle znika, a ja spadam bez spadochronu, to jest okropne uczucie. Zacząłem wychodzić na randki, ale podczas ostatnich kilku miesięcy przeżyłem więcej rozstań niż podczas całego życia. Zawsze było mi trudno zaczynac relacje z nową kobieta bez wstrząsu psychicznego. Teraz rozumiem, że ważne jest dla mnie to, by nauczyć się być szczęśliwym bez kobiety, być samemu, mimo że wcześniej mówiłem: „Potrzebuję kogoś, kto będzie mnie kochał”.

 

Musiałem mu powiedzieć

 

Zanim opowiedziałem swoją historię, musiałem o tym porozmawiać ze swoim synem. On zupełnie nie wiedział, co czułem. Miał wtedy 23 lata i już nie mieszka ze mną. Musiałem mu powiedzieć. Nie mogłem podzielić się swoją historią z ludźmi, nie mówiąc jemu. Bardzo się bałem: “Jak mu to powiedzieć? Od czego zaczniemy? Co on o mnie pomyśli?” Zabrałem go na przejażdżkę samochodową.
Przez większą część swojego życia uważałem, że takie rzeczy należy trzymać w tajemnicy przed dziećmi, że nie muszą o nas wszystkiego wiedzieć. Jednak również wiedziałem to, że jeśli chcę opowiedzieć swoją historię innym, muszę najpierw porozmawiać ze swoim synem. Powinien wiedzieć, co robię.
Jakoś udało nam się poruszyć temat. Mój syn ma kuzyna, który postanowił zostawić list pożegnalny, pomoc przyszła na czas. Dla mnie była to dobra okazja, by poruszyć temat. Na szczęście był bardzo wyrozumiały, nie był na mnie zły, cieszył się, że musiałem włożyć dużo wysiłku w leczenie.
Było dla mnie ważne to, co powiedziałem wtedy synowi: „Tak właśnie się to pokonuje. Trzeba z czegoś złego stworzyć coś dobrego. Tak zrobił twój ojciec. Nie możesz pozwolić na to, by złe rzeczy zostały w tobie, musisz się otworzyć i się z tym uporać”.
Nie wydaje mi się, że byłbym w stanie wytłumaczyć to, gdybym nie przeszedł tego sam, chociaż lepiej by było, gdyby nie trzeba było przechodzić takiego doświadczenia tylko po to, by je potrafić zrozumieć.”

 

Wiara to wybór. Wybierasz wiarę. Nie jest możliwe, by wierzyć bez wątpienia. Po prostu wybierasz wiarę

 

Sześć miesięcy po próbie samobójczej powiedziałem do terapeuty: „Wiele rzeczy zależy od wiary. Ja nie mam w co wierzyć.” Jednym z ważniejszych etapów w procesie terapii AA jest znaleźć coś większego od siebie i uwierzyć w to.
Przez wiele lat nie rozumiałem tego. Pytałem moich znajomych, jak oni znaleźli wiarę. Jeden z moich przyjaciół został księdzem luterańskim, zapytałem go: „Jak odnalazłeś wiarę w Boga?” Nie miał dla mnie jasnej odpowiedzi.
Mój terapeuta powiedział: „Wiara to wybór. Nie znajdujesz jej, ty ją wybierasz. Jeśli szukasz dowodu, nie znajdziesz go. Gdybyś mógł coś udowodnić, to staje się to faktem, nie na tym polega wiara. Niemożliwa jest wiara bez wątpienia, ale ty po prostu decydujesz, że wierzysz.”
Nigdy wcześniej nie słyszałem takich rzeczy. Wszyscy wierzący, których znałem, próbowali przekonać mnie, że muszę wierzyć w jakąś siłę wyższą, ale to było nic nie warte i niedorzeczne. Teraz każdego dnia dokonuję wyboru, by wierzyć. Cieszę się, że doszedłem do tego teraz, kiedy mam 47 lat, może gdybym wiedział to w wieku 17 lat, zmieniłoby to moje życie, ale wtedy tego nie wiedziałem.
Gdybym miał powiedzieć jedną rzecz osobie, która cierpi, powiedziałbym jej to, że wiara jest wyborem. Czasami jakikolwiek wybór wydaje się niemożliwy, ponieważ ciężko jest pojąć, że cokolwiek mogłoby się zmienić na lepsze. Trzeba po prostu postanowić, że będziesz codziennie dokonywać wyboru i podarować sobie każdy dzień. Czasami tylko przez godzinę nie widziałem nic pozytywnego w swoim życiu, ale wtedy myślałem: „Lubię swojego terapeutę, jest mądrym człowiekiem, który mówi, że wiara jest wyborem. Nigdy tak o tym nie myślałem, więc wykorzystam swoją szansę i zrobię to już dziś.”

Czytaj także
Historia Karolisa (25)
Historia Maryi (20)
Historia Olega (30)